Karola Englischa portret wielokrotny

Karol Englisch, największy zdobywca tatrzańskich szczytów, został wykluczony przez całe środowisko górskie, ale nie porzucił wspinaczki. Był alpinistą i asem wywiadu.

Dwie fotografie

Znamy dwa portrety Karola Englischa. Na pierwszym widzimy nastoletniego chłopaka o pucułowatej twarzy, z ładnie uczesanymi włosami z przedziałkiem, młodzieńczym wąsem oraz postawą ciała i uśmiechem mającymi świadczyć o wielkiej pewności siebie. Ubrany jest dość osobliwie. Jak prawdziwy młody dżentelmen końca XIX wieku ma na sobie białą koszulę z kołnierzykiem i krawat w paski. W odróżnieniu od innych chłopców z wyższych sfer na grzbiet do zdjęcia założył jednak szarą wojskową kurtkę, na ramię zarzucił skórzaną torbę i przepasał się konopną liną. Jest największym zdobywcą tatrzańskich szczytów, najlepszym taternikiem swoich czasów. I chce, żeby wszyscy o tym wiedzieli.

Na drugim zdjęciu widzimy mężczyznę o surowym wyrazie twarzy. Jego oblicze poorane jest zmarszczkami, ma bujne wąsy i odsłoniętą pierś. Nie ma niczego do udowodnienia i niczego od ludzi nie chce. Dużo w życiu przeszedł. Jedyne co łączy te dwie postaci to zarzucona na grzbiet konopna lina. Tylko ona jest ta sama. Chociaż Englisch był wykluczony przez całe środowisko górskie i nie był mile widziany w Tatrach nie porzucił wspinaczki. Był alpinistą i asem wywiadu, a zdjęcie wykonano dwa lata przed największym sprawdzianem życia – wybuchem II wojny światowej.

 

Karol Englisch: fotografia pierwsza

Gdy w 1896 roku mama – Antonina Englisch pierwszy raz zabrała go w Tatry, Karol miał piętnaście lat. Już rok później stanęli we trójkę, z przewodnikiem Johannem Hunsdorferem starszym jako pierwsi ludzie na wierzchołku Jaworowego szczytu. Tatry były wówczas jeszcze dzikie i niedostępne. Jeszcze dwie dekady wcześniej po Tatrach chadzano głównie gromadnie, w towarzystwie wielu góralskich przewodników i przy akompaniamencie muzyki. Nowoczesne, sportowe podejście do wspinaczki jeszcze nie istniało. Wiele szczytów i turni czekało na swych zdobywców. Do ich zdobycia nawet bardziej niż siła i wytrzymałość potrzebna była nieskrępowana fantazja, rozmach i zapał. Nie licząc oczywiście odpowiedniej zapłaty dla spiskich przewodników. Największymi zdobywcami owych czasów okazali się uczeń krakowskiego gimnazjum i jego mama.

W ostatnich latach XIX wieku padły Dzika Turnia, Mały Kołowy, Czarny Szczyt, Rogata Turnia, Podufała Turnia. Nic w Tatrach nie udało się Karolowi zdobyć tylko w roku 1899 roku, gdyż w nagrodę za dobrze zdaną maturę matka zabrała go w Alpy. XX wiek zaczął się od Wielkiej Granackiej Turni i Wielkiego Kościoła, po których przyszła kolej na Śnieżny Szczyt, Mały Jaworowy, niezliczone turnie w Jaworowej Grani i Nowoleśnej Grani. Góra padała za górą, nieznane dotychczas nikomu wierzchołki otrzymywały po zdobyciu nazwę. Niemalże całe Tatry wysokie należały do Karola.

Jako jeden z pierwszych chodził też zimą, na nartach. W ten sposób zwiedził między innymi Sławkowski Szczyt, Krzyżne Liptowskie i Krywań.

 

Zespół wspinaczkowy matki i syna nie należał do codziennych zjawisk. Chociaż chodząca po górach kobieta nie budziła już zdziwienia i szoku, jak przed trzydziestu laty, jednak panie ograniczały się na ogół do dobrze znanych szlaków, choć, trzeba dodać, niekoniecznie łatwych. Antonina Englisch była prawdziwym wyjątkiem.

Nic dziwnego, że poczynania rodziny Englischów budziły zaciekawienie, podziw oraz zawiść. Dodatkowo podróżowali Tatry w inny sposób niż pozostali turyści. Wycieczki zaczynali u podnóża gór, dolin przebywali nocami furkami, nigdy nie biwakowali pod ścianami.

 

Kolejne wejścia na dziewicze turnie z pewnością cieszyły Karola. Chciał jednak dokonać czegoś większego, zapisać się w historii i panoramie Tatr na zawsze.

Podobnie jak zdobycie Matterhornu oznaczało koniec klasycznej epoki alpinizmu zdobywczego, w Tatrach jedna góra pozostawała symbolem niedostępności. Był to Ostry Szczyt (2360 m), niewielka, ale bardzo śmiała turnia w grani głównej Tatr pomiędzy dolinami Jaworową na północy i Staroleśną na południu.

Góra uchodziła za niemożliwą do zdobycia. Karol nie mógł nie spróbować.

 

Pierwszy raz Englischowie wyprawili się na Ostry Szczyt już w 1900 roku w towarzystwie dwóch Johannów Hunsdorferów – ojca i syna, najlepszych przewodników na Spiszu (pani Antonina z pochodzenia Austriaczka lepiej czuła się w towarzystwie przewodników niemieckojęzycznych niż polskich górali). Nie udało się wejść na szczyt. Zdobyto tylko „południowy wierzchołek”. Stary Hunsdorfer nazywa Szpiczasty Szczyt „przeklętym psem”, a nie górą.

Rok później ambitny taternik ze Śląska, Karl Jurzyca udowodnił, że nie istnieje nic takiego jak „południowy wierzchołek Szpiczastego Szczytu”. Nie wszystko, co Karol ogłaszał w niemieckiej, polskiej i węgierskiej prasie było całkowitą prawdą.

Nie zmieniło tego nawet opublikowanie przez Karola fotografii na której góra rzeczywiście miała dwa wierzchołki…

 

W 1902 roku Karol oraz jego przewodnicy dokonują prawdziwego oblężenia góry. Zamawiają dziesięć metalowych haków u miejscowego kowala i codziennie umieszczają w północnej ścianie po jeden, dwa. Po przeszło tygodniu wytężonej pracy decydują się na atak szczytowy.

25 sierpnia 1902 roku niemożliwa do zdobycia góra znajduje pogromców. Na wierzchołku staje Johann Hunsdorfer starszy, drugi doskonały przewodnik – Johann Strompf oraz matka z synem.

Karol macha na wierzchołku biało-czerwoną flagą, by zrobić na złość nielubiącemu Polaków właścicielowi Doliny Jaworowej, księciu Hohenlohe oraz rówieśnikom, którzy widzą w nim syna austriackiego serwilisty. Pani Antonina dla zachowania dobrych obyczajów przed wykonaniem fotografii na szczycie zakłada elegancką suknię oraz kapelusz z szerokim rondem.

Karol zakopuje głęboko pod kamieniami swój bilecik wizytowy. Chociaż ma dopiero 21 lat, nieco na wyrost, tytułuje się „doktorem nauk prawniczych”. Zostanie on znaleziony dopiero pod koniec lat pięćdziesiątych przez Laco Šedivego i Milana Rybanskiego.

 

„Spiczasty wzięty – Carolus Victor” – telegram takiej treści Karol wysyła do Janusza Chmielowskiego bezpośrednio po zejściu do Smokowca. Najtrudniejsza góra w Tatrach zdobyta – Karol zwycięzca.

Karol zwycięzca. Tak musiał myśleć o sobie chłopiec z pierwszej fotografii. Dla lepszego efektu dramatycznego teksty o swym wyczynie ilustruje zdjęciami wspinaczki na wspaniałą iglicę skalną.

Niestety nie jest to Ostry Szczyt, a Aiguille d’Argentière w Alpach nieopodal Chamonix, a uwiecznionym na fotografii śmiałkiem nie jest Karol.

 

W 1903 roku Karol przechodzi grań między Polskim Grzebieniem a Gerlachem, zdobywa Ostrą, Krótką i grań Soliska. Samotnie wchodzi na Zachodni Szczyt Wideł, co w tamtym czasie stanowiło wielką rzadkość. Kończy prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim i zaczyna pracę. Coraz rzadziej bywa w Tatrach, coraz częściej w Alpach. W końcu przestaje w Tatry przyjeżdżać niemal zupełnie.

 

Karol Englisch: fotografia druga

Pierwsi byli Alfred Martin i Günter Oskar Dyhrenfurth. Przeprowadzili badania i doszli do wniosku, że nie wszystko wyglądało tak jak Englisch przedstawiał. Tu – wyretuszowane albo zgoła nieprawdziwe fotografie, tam – mgliste i niejasne opisy, jeszcze gdzie indziej – brak jakichkolwiek śladów po jego obecności w terenie. Stwierdzili ponad wszelką wątpliwość, że nie był pierwszym, który wszedł na Gerlach granią od Polskiego Grzebienia, gdyż ten zaszczyt przypadł w udziale Alfredowi Martinowi. To nie Karol był pierwszym zdobywcą Grani Solisk, lecz Dyhrenfurth. Wiele innych gór zostało odebranych Karolowi i rozdzielonych pomiędzy zainteresowanych.

Później nadszedł czas Romana Kordysa. Rozwinął on oskarżenia swych niemieckich kolegów w opublikowanym w „Taterniku” w 1907 roku artykule „Mistyfikacye w taternictwie”. Udowodnił ponad wszelką wątpliwość, że Karol Englisch nie wszedł na prawie żadną górę pierwszy. W jednych przypadkach kłamał o swoim wejściu, w innych… przyznawał sobie pierwszeństwo na szczytach, które w ogóle nie istniały!

Te szczyty, które jeszcze nie były zajęte przez Martina, Dyhrenfurtha, Dubkego, Rumpelta, Fabescha i Boehna, Korys rodzielil po równo między siebie i swych najbliższych przyjaciół z Lwowa – Zygmunta Klemensiewicza i Jerzego Maślankę. Wszyscy trzej byli po pięć lat młodsi od Karola i w Tatry trafili zaraz po nim.

 

Skąd te ataki? Po części stąd, że na nie po prostu zasłużył. Po części z zamiłowania do prawdy. Ze szczerej chęci „oczyszczenia tatrzańskiej literatury turystycznej z bezliku jego wieloletnich a bezprzykładnych fałszerstw”. dlatego, że Ci wszyscy młodzi chłopcy sami chcieli być kochani i podziwiani. Sami chcieli widzieć się i być widzianymi jako zwycięscy. Jako Alfredus Victor czy Romanus Victor…

 

Dla wszystkich było jasne, że nazwisko Karola Englischa to synonim kłamstwa, mitomanii, oszustw i konfabulacji.

Taki stan utrzymał się przez wiele lat. Englisch nie bronił się. Milczał. Zajmował się innymi sprawami. W 1919 roku uczestniczył w konferencji pokojowej w Paryżu, pracował jako profesor statystyki, następnie wstąpił do polskiego wywiadu. Nie przestaje wspinać się w Alpach.

 

Karol widział Tatry inaczej niż jemu współcześni. Bliżej mu było raczej do spojrzenia Władysława Cywińskiego, skoncentrowanego na najmniejszych szczegółach, na wyławianiu z morza turniczek i skałek takich, które można zdobyć, nadać im nazwę i powiększyć w ten sposób Tatry o nową górę, dwie przełęcze i przynajmniej dwie nowe ściany.

Na tym właśnie polegał jeden z aspektów „sprawy Englischa”. Współcześni taternicy nie umieli dostrzec gór, które on dostrzegał. Nie byli w stanie. Stąd oskarżenia, że niektóre ze zdobytych przez niego szczytów nie istniały. Noże, Turnia Hillera, Szczyt Weissa, Szczyt Eljasza istniały jak najbardziej! Ale tylko on je widział…

Gdy w 1941 Komenda Główna Związku Walki Zbrojnej zdecydowała się  rozbudować „Stragan” – a więc sieć głębokiego wywiadu – na tereny Rzeszy, sześćdziesięcioletni Karol natychmiast do niego przystąpił. Uważał to za swój obowiązek jako najstarszego urzędnika w stanie spoczynku reprezentującego Rzeczpospolitą we Wiedniu. Przyjął pseudonim „Tatrzański”. Był na Matterhornie, Trygławie, na Monte Rosa i w Dolomitach, a jednak najbardziej tęsknił za górami młodości, w których był persona non grata.

Od tego momentu najmniejsze potknięcie lub błąd w sztuce groziły śmiercią.

Karol stanął na czele siatki II Oddziału, przez dowódców przeznaczony był do zadań specjalnych. O skali jego działań z braku źródeł i pełnej konspiracji pewnie nie dowiemy się nigdy. Jak widać sława nie była dla niego najwyższą wartością…

Stworzył raport o przewidywanych metodach stosowania broni chemicznej przez Wehrmacht, wskazał lokalizacje wielu fabryk broni i amunicji, w tym lotniczych w Wiener Neudorf, Mödling i Enzesfeld, i opracował szkice stanowisk artylerii przeciwlotniczej we Wiedniu. Pod pseudonimem „Tatrzański” napisał długie i szczegółowe raporty dotyczące niemieckich urządzeń przemysłowych; konieczności i sposobach tworzenia organizacji podziemnej wśród polskiej młodzieży wywiezionej do Niemiec do pracy, czy o wykorzystywaniu przez Niemców materiałów dawnych ministerstw galicyjskich.

Tyle wiemy z aktu oskarżenia w sprawie 8 J 251/44G. Grupa Karola została zdekonspirowana w 1943 przez zdrajcę Ludwika Kalksteina i jego konkubinę Blankę, agentów Gestapo w polskim wywiadzie. Tych samych, którzy odpowiadają za zatrzymanie generała Grota-Roweckiego. Karol Englisch siedział w więzieniach Margarethengefängs i Untersuchungshaftenstalt I.

Do zakładu karnego przewożą go razem z innym taternikiem, Staszkiem Słonką, który zaraz po wojnie jako pierwszy poinformował polskie środowisko górskie o losie Karola Englischa.

Ruszają procesy. Wyrok był z góry ustalony – śmierć. Trzeba było jednak rozegrać teatr, by móc odczytać tę przerażającą formułę – „In Namen des deutschen Volkes”, w imieniu narodu niemieckiego, w majestacie prawa. Podczas rozprawy pytano oskarżonych wyłącznie o imię i nazwisko, nic więcej. Karol, czyli „Tatrzański”, „Katarzyna”, czyli Władysława Maciesza, Zofia Kubusko i Rudolf Zwasta. Wszyscy skazani na śmierć. 14 marca Berlin zatwierdza wszystkie wyroki, a dwa tygodnie później wojska radzieckie wkraczają do Austrii. Skazani czekają.

5 kwietnia, a więc dzień przed tym, kiedy radzieckie czołgi dotarły do przedmieść Wiednia, Karol oraz czterdziestu trzech innych skazanych mężczyzn zostaje wyciągniętych z celi śmierci i pognanych na piechotę pod eskortą do więzienia w Stein an der Donau. Osiem dni później Wiedeń zostaje zdobyty przez Drugi i Trzeci front Ukraiński.

Wiedeń płonie, między ruinami grasują bandy napadające na bezbronnych ludzi, a dyrektor więzienia w Stein nad Dunajem podejmuje decyzję o zwolnieniu więźniów. Wie, że wojna jest przegrana. Zamiast uwolnić wszystkich przetrzymywanych od razu, każdy stojący na dziedzińcu musi przejść przez czasochłonne i żmudne procedury biurokratyczne.

„Katarzyna” wychodzi na wolność. Kilka dni wcześniej zwolniono wszystkie inne kobiety. Skazane zostały na śmierć przez zgilotynowanie. We Wiedniu nie było jednak żadnej gilotyny i kobiety zostały ułaskawione.

Pozostali więźniowie jednak stoją i czekają na wolność, od której dzieli ich już tylko biurokracja, aż nagle do więzienia wpada fanatyczny oddział SS. Rozpoczyna się masakra. Esesmani mają karabiny maszynowe, wszyscy na dziedzińcu padają martwi pod ich kulami. Ludzie kryją się po korytarzach, w celach, w stołówce, w piwnicach. Wszyscy jednak zostają znalezieni i bestialsko zamordowani, włącznie z dyrektorem więzienia i strażą. Czterysta bezsensownych śmierci. Karol również nie zdołał się ukryć. Ginie od esesmańskiej kuli śmiercią bohatera.

 

Nawet najbardziej zaciekli przeciwnicy po upływie czasu zauważyli, że ta błaha w swej istocie sprawa. Spór młodych chłopaków pragnących dokonywać wielkich rzeczy i być docenianymi wymknął się spod kontroli.

Roman Kordys niedługo przed śmiercią oceniał Karola zupełnie inaczej, niż gdy w wieku 21 lat pisał „Mistyfikacyje w taternictwie”:

„(…) droga Englischa zaimponowała nam niesłychanie… odwaga zaatakowania tak nadzwyczajnie stromej, nie przerwanej żadnym piętrem, zdawało się nam niebotycznej, czarnej, odstraszająco groźnej ściany, zostawiła daleko za sobą wszystko, cośmy dotychczas poznali w Tatrach… A i potem – przez dłuższy czas – był dla nas Ostry Szczyt symbolem najtrudniejszego wierchu tatrzańskiego i miernikiem wszystkich nowych i starych zuchwałych zdobyczy taternickich…”

 

Karola Englischa portret wielokrotny

 

Znamy dwie fotografie Karola Englischa. Jego portretów jest jednak o wiele więcej. Jeden namalował sam – swymi przejściami i tekstami o nich. To jest Karol Zwycięzca, Carolus Victor. Zwycięzca, który nie potrafi powstrzymać się przed dziecinnym retuszowaniem fotografii, by być bardziej kochanym.

Drugi namalowali jego wrogowie. Jest to Karol Kłamca. Kłamca, któremu wszyscy zazdroszczą.

Trzeci portret namalował w latach siedemdziesiątych historyk taternictwa Bolesław Chwaściński w tekstach opublikowanych w „Taterniku” i „Wierchach”. Dzięki solidnej i rzetelnej pracy oczyścił imię Karola, udowodnił, że faktycznie był on największym zdobywcą tatrzańskich wierchów. Tam też odmalował piękna wojenną kartę życiorysu Karola. Tę na której Englisch na nowo namalował swój portret jako Zwycięzcy. Tym razem prawdziwego.

Hubert Jarzębowski

 

Ps. dla dociekliwych: Karol Englisch w telegramie pisał Spiczasty przez „S”. To nie jest błąd, proszę nie poprawiać 🙂 / Hubert

Ps2. Zapraszam również do ściągnięcia i przeczytania mojej powieści o Karolu, zatytułowanej „Carolus Victor”:

Carolus Victor do ściągnięcia

Posted in Teksty.