Krywań, czyli straszna zemsta

Mikołaj Gogol o Tatrach. Trupy gryzące trupa, który równocześnie gryzie własne kończyny, dwa widma, jedna zdrada oraz podwójne morderstwo.

Krywań, czyli straszna zemsta

Znamy wiele opowieści o Krywaniu. Możemy na ten piękny wierzchołek wyjść śladami koronowanych głów, słowackich patriotów, górników wydobywających złoto w baniach na jego zboczach, strzelców, którzy zapędzili się nań za kozami, naukowców ciągnących ze sobą barometry oraz kilku pokoleń turystów.

Według ślicznej legendy, gdy Pan Bóg tworzył Tatry, anioły raz po raz przylatywały by z bliska móc podziwiać granitowe ściany oraz błękitne jeziora tego najpiękniejszego zakątka ziemi. Jeden z nich, gdy zadumał się w zachwycie nad urokiem Doliny Niewcyrki zniżył się zanadto i zahaczył skrzydłem o wierzchołek pobliskiej góry, wykrzywiając go na podobieństwo rogu. Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, że z Krywaniem wiążą się również dużo straszniejsze opowieści…

Kto przejeżdżał nocą przez Liptów z pewnością czasem spoglądał na śpiący, czarny kształt Krywania. Ci, którzy patrzyli uważniej musieli zadać sobie pytanie kim lub czym jest kształt, który rzuca cień na skąpane w świetle gwiazd okoliczne doliny i jeziora. Dysponujący sokolim wzrokiem, lub dobrą lornetką już wiedzą. Widzieli jego włócznię, miecz, długie wąsy oraz zamknięte powieki. To nadludzkiego wzrostu rycerz, który śpiąc galopuje po górach na karym koniu, wraz ze swoim również śpiącym giermkiem.  Być może widzieliście kiedyś jak na wierzchołku najwyższej góry w całych Karpatach (kiedy się tu pojawił, nikomu przez myśl nie przeszło, że Gerlach mógłby odebrać pierwszeństwo Krywaniowi) znika w chmurze. Kto chce się dowiedzieć kim jest ów śpiący rycerz powinien udać się na Ukrainę do Głuchowa i wsłuchać się w opowieść, śpiewaną przez starego ślepca przy dźwiękach bandury.

Opowieść ślepego kozaka

Za czasów księcia Siedmiogrodzkiego i króla Lachów, Stefana żyło dwóch kozaków – Iwan i Petro. Kochają się oni jak bracia i dzielą ze sobą wszystkim. No, może z wyjątkiem kobiet, ale tego z pieśni bandurzysty się niestety nie dowiemy. Odpowiadają oni na odezwę króla, który potrzebuje wsparcia w wojnie z Turczynem i obiecuje duży majątek za przyprowadzenie doń żywego lub martwego tureckiego paszy. Obaj kozacy są najdzielniejszymi z dzielnych, nic więc dziwnego, że niewiele czasu upłynęło, a Iwan stanął przed obliczem króla, prowadząc na postronku tureckiego paszę niczym krowę. Nigdy się nie dowiemy, czy prawdę mówią ci, którzy twierdzą, że w walce dostojnika uwięził nie on – tylko jego przyjaciel. W nagrodę Stefan Batory obdarowuje Iwana ogromnym żołdem oraz nadaniem włości – hen za Karpatami, na malowniczej równinie w Górnych Węgrzech.

Otrzymanym od króla majątkiem dzieli się po równo z przyjacielem. Nie wiemy którędy przeprawili się przez grań Karpat. Nie wiedział tego również Iwan. Spał, zdając się na swojego mądrego konia, który bezbłędnie wyszukiwał każdą drogę. Podczas przeprawy ponad ogromną przepaścią, jakich w Tatrach dostatek, Petro, który darowiznę od przyjaciela odebrał jako ujmę na swym honorze, próbuje strącić Iwana oraz jego syna w przepaść, a gdy to nie udaje mu się, dobija ich spisą, mimo błagania przyjaciela, by oszczędził chociaż dziecko. Przejmuje cały majątek z nadania królewskiego i do śmierci żyje dostatnio. Zagrabienie całego majątku jest dużo bardziej honorowe, niż przyjęcie darowizny. Nie wspominając już o tym, że jest to wyjście daleko bardziej opłacalne.

Nie wiedział jednak, że zemsta martwego kozaka potrafi być jeszcze straszniejsza niż zatarg z żyjącym – starzec przesuwał palcami po dwudziestu czterech strunach sosnowego instrumentu i śpiewał dalej.

Po śmierci Petra, Bóg wzywa go przed swoje oblicze. Znajduje się tam również Iwan. Bóg pozwala duchowi Iwana wybrać swemu dawnemu przyjacielowi, a potem mordercy  odpowiednią karę. Zdrada jest najgorszym z przewinień, musi więc być ukarana najsurowszą z kar. Zemsta Iwana jest straszna.

Potomstwo Petra ma nie zaznać na ziemi szczęścia, a jego dziadowie mają wszyscy powstać z grobów. Sam Petro ma zostać zaprowadzony na najwyższą górę Karpat – Krywań, skąd ma zostać strącony przez Iwana w najgłębszą otchłań, gdzie pokutujące trupy jego krewnych będą gryźć go za zadośćuczynienie mąk, które cierpią przez niego, a on sam ma być zdolny jedynie do gryzienia samego siebie i ma się cały czas rozrastać. Największą torturą dla Petra ma być właśnie jego niemoc, jako że nie ma gorszej kaźni niż chcieć się zemścić i nie móc się zemścić. Sam Iwan chce być świadkiem jego katuszy i się weselić.

Bóg sprawił, że stało się tak, jak Iwan chciał. Zapowiedział, że on sam nie zazna królestwa niebieskiego, póki kara Petra się wypełnia i będzie musiał przez wieczność być świadkiem kaźni swojego dawnego przyjaciela. Jak śpiewał sędziwy ślepiec: „do dziś dnia stoi na Karpatach dziwny rycerz na koniu i widzi, jak w bezdennej otchłani trupy gryzą trupa, i słyszy, jak leżący pod ziemią trup rośnie, w strasznych męczarniach gryzie kości swoje i straszliwie potrząsa całą ziemią”. Jego właśnie zobaczymy, gdy w nocy zwrócimy swoje oczy w stronę Krywania.

Mikołaj Gogol i Tatry

To już cała pieśń starego bandurzysty. Nie jest to jednak cała historia, a tylko jej drobny fragment. Obfituje ona w zdarzenia straszne i tajemnicze, morderstwa, a nawet cudowne widzenie Karpat z Kijowa. Chcecie poznać całość? Sięgnijcie po opowiadanie Straszna Zemsta autorstwa jednego z największych rosyjskich pisarzy – Mikołaja Gogola z jego debiutanckiego tomu Wieczory na futorze niedaleko Dikańki w tłumaczeniu Czesława Jastrzębca-Kozłowskiego lub oglądnijcie rosyjską animowaną adaptację tego tekstu. Przedstawienia Tatr pojawiające się w tym dziele przy okazji opisu błąkających się po nich widm rycerza i jego giermka; zemsty rycerza – Iwana nad czarnoksiężnikiem, ostatnim potomkiem zdrajcy Petra oraz nadprzyrodzonego widzenia Karpat z Kijowa. Są to pierwsze w historii literatury rosyjskiej przedstawienia Tatr i zarazem jedne z najciekawszych w dawniejszej literaturze tatrzańskiej, chociaż sam Gogol nigdy w Tatrach nie był, ani ich nie widział.

Największy znawca wszystkiego, co „tatrzańskie” w polskiej i światowej literaturze – Jacek Kolbuszewski zauważa, że Straszna zemsta uświadamia konieczność rozpatrywania literatury tatrzańskiej w szerokim kontekście twórczości powstającej w różnych językach. Sam badacz interesuje się przede wszystkim tropem opisu krajobrazu górskiego za pomocą metafor związanych z morzem, przedstawianiu wierzchołków górskich jako skamieniałych wzburzonych fal morskich. Zestawia on opisy Gogola z tekstami Wincentego Pola czy Mieczysława Świerza. Jest to ciekawy trop, tym bardziej, że uświadamia, że czasami piękniejsze opisy Tatr wychodziły spod piór poetów, którzy Tatr nigdy nie widzieli, niż wielkich miłośników tych gór. My zajmijmy się warsztatem Mikołaja Gogola pod kątem przygotowań do pisania. Czytając Straszną zemstę, poza ogromną i, powiedzmy szczerze, dość makabryczną wyobraźnią pisarza, rzuca się w oczy jego rozległe i solidne przygotowanie do tematu oraz oczytanie.

W czternastym rozdziale, gdy „stał się wielki cud” za Kijowem, a mianowicie ukazały się wszystkie krańce świata – jednym z nich „po lewicy” były Karpaty:

„— A to co takiego? — pytali zebrani starych ludzi, wskazując majaczące na tle nieba i raczej obłokom podobne siwe i białe szczyty.

— To Góry Karpackie! — mówili starzy ludzie. — Są między nimi takie, gdzie nigdy śnieg nie taje; a chmury na nich przystają i nocują tam”.

Informacje o „Górach Karpackich” wskazują na to jak dokładne były zabiegi stylizacyjne Gogola. Właśnie tymi informacjami o Karpatach mogli dysponować ludzie żyjący przed epoką naukowej eksploracji Karpat przez Staszica, Hacqueta i Wahlenberga. Właśnie te wiadomości  (szczególnie o nigdy nietopniejących śniegach) podawały dostępne popularne źródła i encyklopedie. Był to charakterystyczny rys Karpat, a szczególnie Tatr, które w ówczesnym piśmiennictwie, szczególnie niemieckim i łacińskim, oraz na najstarszych mapach – często nosiły nazwę Gór Śnieżnych. Zwraca na przywoływany przez Gogola fakt uwagę pierwsza łacińska encyklopedia fizjograficzna Polski autorstwa Gabriela Rzączyńskiego ale takie opisy Tatr już wcześniej znajdują się w dziełach XVII-wiecznego słowackiego jezuity Martina Szentiványiego na którego często powoływali się polscy autorzy.  Informację te powtarzają właściwie wszystkie późniejsze dzieła tego typu – Władysława Łubieńskiego, Remigiusza Ładowskiego, popularne kalendarze Stanisława Duńczewskiego oraz Benedykt Chmielowski w drugim tomie swoich słynnych Nowych Aten (jednej z pierwszych polskich encyklopedii), zatytułowanym Nowy peregrynant, starego świata lustrator, domator wszędziebylski, alias essencyalne y osbliwe scyenda o Państwach, Krolewstwach, Xięstwach i Miastach Wielkich, gdzie możemy przeczytać nawet o leżącym w Karpatach przez całe lato śniegu, który nigdy nie topnieje, ale czarnieje i zamienia się w robactwo.

Na jakimś odpisie czy tłumaczeniu dzieła z tego okresu Gogol musiał oprzeć tę i inne wypowiedzi o Karpatach. O tym świadczy też uznanie Krywania za najwyższą górę i „króla” Tatr, utożsamienie nazewnicze Karpat i Tatr oraz, wcale dokładny geograficznie i etnograficznie, opis łuku Karpat, zawierający charakterystyczne dla XVII, XVIII-wiecznego myślenia o górach, a wywodzące się z dzieł Pliniusza Starszego, przekonanie, że góry stworzone zostały rozmyślnie przez Boga, by stanowić granice między państwami.  Zgodne z tym stanem wiedzy są również etnograficzne wiadomości o Rusinach w Karpatach oraz o tatrzańskich stawach.

Elementami, które Mikołaj Gogol dodał od siebie były trupy gryzące trupa, który równocześnie gryzie własne kończyny, dwa widma, jedna zdrada oraz podwójne morderstwo. Kiedy następnym razem będziecie się wybierać na Krywań sami zdecydujcie, czy historia ta dodaje wycieczce kolorytu, czy jednak wolicie zostać przy legendzie o oczarowanym pięknem gór gapiowskim aniołku. Góry to przecież wolność wyboru.

Hubert Jarzębowski

Zobacz także:

Krywań, czyli naród

Posted in Teksty.