Otakar i Vlasta Štáflowie: rękopisy nie płoną

Chociaż Cmentarz Symboliczny pod Osterwą był dziełem życia małżeństwa czeskich artystów – Otakara i Vlasty Štáflów, nie dane im było uczestniczyć w ceremonii otwarcia i poświęcenia miejsca pamięci przez księdza i przywódcę narodu słowackiego – Josefa Tisę 10 sierpnia 1940 roku. Na rok przed rozpoczęciem wojny zmuszeni byli opuścić Słowację. Zginęli razem w walentynki 1945 roku w Pradze podczas omyłkowego bombardowania miasta przez wojska aliantów. Ich zasługi przywłaszczyli sobie inni i małżeństwo na wiele lat zniknęło z kart tatrzańskiej historii. Rękopisy jednak – jak wiadomo – nie płoną.

Otakar i Vlasta Štáflowie: rękopisy nie płoną

Pod koniec 1928 roku do konkursu o dzierżawę schroniska przy Popradzkim Stawie stanął Otakar Štáfl (1884-1945) – malarz akademicki, autor wydanego w tym samym roku z okazji dziesiątej rocznicy powstania Czechosłowacji albumu zawierającego sto dwadzieścia akwarel przedstawiających krajobrazy tatrzańskie. Wraz z nim nad Popradzkim Stawem zamieszkać miała żona – Vlasta (1907-1945), poetka i prozaiczka. Štáflowie konkurs zwyciężyli i od 1 kwietnia 1929 roku zostali oficjalnie współdzierżawcami schroniska.

Otakar Štáfl: malarz

Otakar był już wówczas cenionym w Czechosłowacji artystą. Już jako studentowi udało mu się wystawić prace w budynku Rudolfinum na praskim Starym Mieście, na dodatek odpłatnie. Później, dzięki małżeństwu z córką właściciela wydawnictwa, jego prace – rysunki, drzeworyty, akwarele ozdobiły wiele książek, przede wszystkim dla dzieci i młodzieży. Jako grafik zaprojektował wiele plakatów.

Szanowany był również jako człowiek. W czasie I wojny światowej ofiarnie zaangażował się w organizację pomocy humanitarnej dla wdów i sierot. Znany był również jako wielki miłośnik przyrody, szczególnie tej górskiej. Podczas prac nad serią tatrzańskich akwareli, już po rozwodzie, odwiedził większość tatrzańskich dolin i szereg wierzchołków. Malował Doliny Ciężką i Niewcyrkę, Giewont oraz Krywań, widok z Rysów jak i z grani Baszt. Nie wspinał się jednak. Do szczęścia całkowicie wystarczała mu ambitna turystyka i utrwalanie najpiękniejszych tatrzańskich momentów za pomocą pędzla.

Uważał, że od gór można wiele się nauczyć. Wcześniej jednak samemu trzeba nauczyć się widzieć góry, tak jak widzi je malarz. W eseju Tatry oczami malarza Štáfl rozróżnia wyraźnie postrzeganie natury przez artystę od „zwykłego” turysty. Malarskie widzenie polega na umiejętności skupiania uwagi na krajobrazie, interpretowania go i rozumienia. Chociaż najlepiej wstąpić na akademię i profesjonalnego widzenia przyrody nauczyć się od ekspertów, umiejętność tę posiąść można jeszcze w drugi sposób: dzięki podróżom i chodzeniu po górach. Otwarty na świat i skupiony turysta, który często przyjeżdża w Tatry z czasem nabędzie umiejętność „malarskiego” spojrzenia na przyrodę, która jest jedynym źródłem chęci i siły do życia, pracy oraz twórczości. Będzie zdolny rozumieć naturę prawie tak głęboko jak prawdziwy malarz. Taki jak on – Otakar Štáfl.

Vlasta Štáflowa: poetka

Vlasta Štáflová była o dwadzieścia dwa lata młodsza od męża i nad Popradzkim Stawem zaczęła oficjalnie urzędować dokładnie w dni dwudziestych drugich urodzin. W odróżnieniu od męża uprawiała głównie taternictwo, nie turystykę. Była jedną z najlepiej wspinających się kobiet międzywojnia. Z pewnością nieco podśmiewała się z górnolotnych koncepcji Otakara, przyznających tak wielkie znaczenie zwykłemu łażeniu po znakowanych szlakach.

W latach trzydziestych rozwinęła jeszcze swe umiejętności taternickie i poetyckie pisząc kilka książek i przechodząc szereg dróg, z których najbardziej znaną pozostaje „piątkowa” Štáflovka na południowej ścianie Wołowej Turni, którą poprowadziła w lipcu 1935 roku.

Na jej cześć igła skalna na zboczach Skrajnej Baszty otrzymała nazwę Veža Vlasty. Nazwę tę wymyśliła sama. Można tę nazwę tłumaczyć dosłownie jako „Turnia Ojczyzny”, albo właśnie jako „Turnia Vlasty”. Jej osobista góra. W korespondencji pisała, że sprawiłoby jej wielką radość, gdyby w „tatrzańskim nazewnictwie przyjęła się nazwa Věž Vlasty”. Nie z osobistej próżności, lecz z tego powodu, że to dość ładna nazwa, a kiedy już zapomni się o Vlaście Štáflovej, nazwa Věž Vlasty pozostanie”.

Niestety nazwa ta nie pozostała. Dzisiaj śmiała turnica na stokach Przedniej Baszty po polsku nosi imię Basztowej Igły, a po słowacku Ihla v Patrii.

 

Nauczyć się widzieć

Vlasta nie traktowała wspinaczki jako zwykłego sportu. Uważała, że taternictwo pomaga zrozumieć człowiekowi świat i swoją w nim rolę. Jak przystało na poetkę o górach pisała naprawdę pięknie:

Gdy sobie teraz przypominam odczucia człowieka siedzącego gdzieś tam na wierzchołku, ze wzrokiem zwróconym ku bezkresnemu łańcuchowi szczytów oraz roziskrzone doliny, chcę zamknąć oczy i odlecieć tam, gdzie znajdują się swoboda i wolność. To dziwne, ale często nachodzą mnie takie myśli. Jest w tym wspaniała siła, podobnie jak w ogóle w górach. Człowiek może się w nich nauczyć umiejętności postawienia sobie celu, podążania za nim z absolutnym poświęceniem i osiągnięcia go. Potem wystarczy już tylko zamienić góry z życiem. Góry nauczą człowieka wielu rzeczy. Również tego, jak intensywnie i z powagą przeżyć własne życie.

Cmentarz Symboliczny pod Osterwą

Już w 1922 roku Štáfl, wówczas mieszkający w hotelu Kriváň w Szczyrbskim Jeziorze, przedstawił zarządcom miejscowości projekt zebrania z całych Tatr upamiętniających ofiary gór tablic i umieszczenia ich nad brzegiem jeziora. Ideę odrzucono jako chorobliwą i mogącą zepsuć humor turystom szukającym w Tatrach pogody ducha i odpoczynku.

Gdy na stale zamieszkał nad Popradzkim Stawem do pomysłu powrócił. Pierwsza wzmianka prasowa o idei utworzenia w Tatrach symbolicznego cmentarza ofiar gór opublikowana została już półtora roku później. Uważa się za nią artykuł Viktora Háneka z 303 numeru czasopisma „Večer” (30 grudnia 1930 roku), zilustrowany rysunkiem Štáfla przedstawiającym wizję cmentarza wśród tatrzańskiej przyrody. Sam pomysł dojrzewał jednak w głowie malarza kilka lat.

W realizację pomysłu bardzo zaangażował się działacz turystyczny, speleolog i muzealnik Alojz Lutonský (1905-1997), pełniący w owym czasie funkcję sekretarza tatrzańskiej komisji KČT (Klubu československých turistov) oraz jednego z redaktorów czasopisma „Krásy Slovenska”.

Z biegiem czasu zaprzyjaźnił się ze Štáflami i stał się największym propagatorem ich idei. Po ich tragicznej śmierci opublikował liczne artykuły prasowe oraz książeczkę Symbolický cintorín vo Vysokých Tatrách (obete Vysokých Tatier), stanowiącą przez lata jedyne wiarygodne źródło dotyczące dziejów i okoliczności powstania cmentarza.

Przed rozpoczęciem realizacji cmentarza Štáfl i Lutonský przeglądnęli wszystkie praskie biblioteki w poszukiwaniu jakichkolwiek wzmianek o tym, by gdzieś na świecie znajdowało się podobne miejsce. Nie licząc informacji o wzmiankowanym cmentarzu w Zermatt, niczego nie znaleźli. O oryginalności pomysłu upewniła Lutonskiego wizyta w Muzeum Tatrzańskim w Zakopanem, w którego bogatym archiwum również nic nie znalazł.

Alojz Lutonský rozpytywał również wielu zagranicznych dziennikarzy, czy słyszeli o podobnych inicjatywach w ich krajach, a kiedy uzyskiwał negatywne odpowiedzi, namawiał ich, by stali się propagatorami słowackiego miejsca pamięci ofiar gór. By artykułami i fotografiami oznajmili zagranicznym ludziom gór, że nasz pierwszy i na wskroś oryginalny symboliczny cmentarz poświęcony ofiarom gór jest jedyny na świecie, a jego budowa dobiega końca.

Przepowiednia nad Szczyrbskim Jeziorem

Tematyka górskiej śmierci i jej upamiętniania była bliska obojgu Štáflom również z powodów osobistych.

Istnieje anegdota, przypomniana po latach przez Karla Šolína, według której w kawiarni hotelu Kriváň w Szczyrbskim Jeziorze cyganka przepowiedziała Vlaście Štáflovej śmierć w wyniku upadku z dużej wysokości. W przypadku taterniczki niemal oczywiste było, że rozchodzi się o śmierć podczas wspinaczki. Dla jej znajomych jasne było, że tak utalentowana, sprawna i kładąca nacisk na bezpieczeństwo w górach kobieta nie popełni błędu w ścianie. Chociaż groźnej przepowiedni nie potraktowali poważnie, jej treść z pewnością przyczyniła się do zainteresowania małżeństwa tematyką śmierci w górach i tliła się lekko z tyłu głowy Vlasty podczas każdej wspinaczki…

Pierwsze prace w limbowym gaju pod ścianą Osterwy wykonano w 1936 roku (doprowadzenie drogi od Limbowca i wystawienie kaplicy), a pierwsza uroczystość składania wieńców odbyła się w Święto Zmarłych tegoż roku. W liście do Lutonskiego Otakar tłumaczy, że wybór lokalizacji podyktowany jest kwestiami praktycznym, by cmentarz był „pod ręką”, gdyż z pewnością często będzie trzeba wykonywać na nim prace, a nie podejrzewa, by poza nimi było zbyt wielu chętnych do wolontariatu.

W tym samym liście wyraża nadzieję, że cmentarz nie będzie traktowany jako jedna z usług schroniska, ani jako atrakcja, która ma ściągać turystów, gdyż nie taki był jego zamysł.

Dalsze roboty prowadzono przez kolejne dwa lata. Cmentarz gotowy był w 1938, wtedy również doprowadzono drogę od Popradzkiego Stawu.

Czesi w obcym kraju

Chociaż Otakar był Czechem, jednak jako ojczyznę wybrał krainę tatrzańskich turni, którą przedkładał ponad praskie uliczki, galerie i kawiarnie. Razem z Lutonskim chcieli stworzyć miejsce nie tylko piękne i skłaniające do zadumy, ale również słowackie. Chcieli, by Słowacy mogli poczuć dumę, że tak wzniosła i oryginalna idea powstała właśnie na ich ziemi.

W burzliwych latach bezpośrednio poprzedzających II wojną światową, a szczególnie od powstania na mocy dyktatu monachijskiego federacyjnej Czecho-Słowacji w 1938 roku, sytuacja Czechów na ziemiach słowackich diametralnie się pogorszyła.

Pojawiało się coraz więcej dziwnych, przeważnie anonimowych artykułów, mocno krytykujących Štáfla i sam symbolický cintorín. Jeden anonimowy autor-krytyk zadał retoryczne pytanie o cel epatowania i straszenia gości informacjami o tym, ile osób zginęło w danym miejscu. Zarzucił autorom pomysłu, że w eksponowaniu tragedii i dramatów ludzkich mają interes – chcą wywołać sensację i napędzić klientelę do swojego schroniska.

Inny przenikliwy umysł grzmiał w czasopiśmie „Slovák”, iż ideę symbolicznego cmentarza w górach propagują żydowscy dziennikarze, a samo miejsce stanowi bluźnierczą galerię sprofanowanych masońskimi symbolami krzyży, którą turyści odwiedzać będą powodowani chorobliwą ciekawością.

W 1938 roku Štáflovie zmuszeni byli wyemigrować do Pragi.

Vlasta nie porzuciła wspinaczki. Zamieniła tatrzańskie ściany na piaskowce Czeskiego Raju, gdzie w czasie wojny przeszła wiele ciekawych dróg skałkowych.

Józef Tiso, przewodnik narodu i Tatrzańskie Uroczystości

Przyroda jest zawsze piękna, ale jej piękno potęguje się wieczorem przy wodzie, na której żarzą się fajerwerki – tę głęboką myśl znajdziemy w folderze wydanym w 1940 roku z okazji dorocznych Tatrzańskich Uroczystości, podczas których miało miejsce poświęcenie Symbolicznego Cmentarza pod Osterwą przez samego prezydenta kolaboranckiej Republiki Słowackiej, księdza Josefa Tisę.

10 sierpnia bieżącego roku na Szczyrbskim Jeziorze – czytamy dalej – takie właśnie piękne chwile zapewnią wodniacy Klubu Słowackich Turystów i Narciarzy wszystkim prawdziwym obserwatorom przyrody. Będą pływać na kajakach oraz kanoe po jeziorze przy kolorowym świetle i śpiewaniu wesołych ludowych pieśni.

Cała uroczystość – która odbyła się trzy dni przed rozpoczęciem zmasowanych nalotów bombowych na Wielką Brytanię przez wojska niemieckie, a cztery dni przed pierwszym transportem z więzienia na Pawiaku w Warszawie do obozu koncentracyjnego w Auschwitz – służyć miała budzeniu uczuć patriotycznych wśród wszystkich mieszkańców niespełna dwuletniej wówczas Słowacji, promocji kultury ludowej regionu oraz rozrywce. Głównym jej ideowym przesłaniem była deklaracja miłości i wierności Wodzowi, prezydentowi Tisie na wzór podobnych manifestacji na cześć Führera.

Przebieg całego wydarzenia znamy dość dobrze ze wzmiankowanego wcześniej drukowanego programu, który mieli ze sobą wszyscy uczestnicy. Jest to interesujący dokument epoki.

Na okładce broszury znajduje się kaplica cmentarna na tle ściany Osterwy oraz dzietwiańskie krzyże. Te same krzyże na tylnej stronie okładki określone są jako „oryginalne słowackie krzyże na symbolicznym cmentarzu”.

Pierwsza strona w całości zajęta jest przez portret księdza Tisy.

Strona tytułowa stanowi zaproszenie na „uroczystości Tatrzańskie, połączone z wyświęceniem kapliczki na symbolicznym cmentarzu pod Osterwą przy Popradzkim Stawie”. Na tej samej stronie znajdziemy zapewnienie, że wszystkie podniky (gospody, pensjonaty) w Tatrach Wysokich zapewnią uczestnikom przyjemny pobyt, a organizatorzy obiecują, że program będzie ciekawy.

Tekst ze wstępnej części broszury nie pozostawia wątpliwości, iż uroczystości mają mieć w dużym stopniu charakter manifestacji nacjonalistyczno-politycznej, a ich celem ma być umocnienie miłości do krajobrazu tatrzańskiego, rozumianego jako czysto słowacki, a także do wodza i jednorodnego narodu:

Tatrzańskie Uroczystości 10 i 11 sierpnia 1940 roku są ważnym i pamiętnym dniem w historii słowackiej turystyki. Weźmie w nich udział najwyższy dostojnik państwowy, Vodca Wódz i Przewodnik słowackiego narodu i prezydent Republiki, dr Jozef Tiso. Dotychczas uroczystości były poświęcone tylko występom i pokazom ludowych strojów i tradycji podtatrzańskiego ludu. Tego roku proponujemy wszystkim cały zestaw przedsięwzięć, za pomocą których Tatry Wysokie ukażą swe przodownictwo w ramach niepodległego i niezawisłego państwa. 10 i 11 sierpnia szeroka publika zobaczyć będzie mogła wśród pięknej tatrzańskiej przyrody, którą nas obdarzył Wszechmogący, dziedzictwo człowieka, ludzi żyjących w Tatrach i pod Tatrami, te typowo słowackie cechy, które odziedziczyliśmy po naszych dziadkach, byśmy mogli zrobić z nich wiano dla przyszłych pokoleń. Tatrzańskie Uroczystości Klubu Słowackich Turystów i Narciarzy będą hołdem wierności i miłości wszystkich słowacką przyrodę miłujących ludzi, złożonym panu prezydentowi Republiki.

Poza prezydentem Tisą w uroczystościach uczestniczył przewodniczący parlamentu Martin Sokol, sześciu ministrów, spiski biskup Ján Vojtaššák oraz tysiące „przedstawicieli podtatrzańskiego ludu”.

Najbardziej interesującym punktem programu były nocne pokazowe ćwiczenia ratowników, które poprowadził przewodniczący klubu wysokogórskiego JAMES, Jožo Šimko – wyjście z pochodniami na Solisko, nadawanie sygnału SOS, poszukiwanie rannego reflektorami. Pokaz miał edukacyjny wymiar zaznajomienia turystów z problematyką ratownictwa w Tatrach.

Oprócz tego odbyły się pokazy wodniaków i zespołów ludowych z Lendaku oraz „oswobodzonego” (!) Jurgowa, który nagrodzony został „szczególnymi brawami”. Dodajmy, że w ówczesnym słowackim dyskursie nacjonalistycznym, któremu nie oparł się również najwybitniejszy ówczesny „tatrolog” Ivan Houdek, bardzo ważne było ciągłe przypominanie o „słowackości” okolic Tatrzańskiej Jaworzyny i Jurgowa oraz o polskiej „inwazji” na te tereny w roku 1938: od północy sięgnęła cudza ręka po nasze Tatry i wyrwała nam bezlitośnie ich najpiękniejszy klejnot, ich serce: Jaworzynę i około 45% naszych Tatr! […] Podczas niemiecko-polskiej wojny we wrześniu 1939 roku wojsko nowopowstałej Słowacji na powrót zdobyło utracone północne stoki Tatr. Wracają do swojej ojczystej ziemi, w której żyły tysiąc lat. Witamy was z powrotem po krótkiej rozłące, przytulamy was czule do serca i kolejny raz nie oddamy!.

Wymazani

Centralnym punktem relacji jest jednak akapit zatytułowany „Pomysł Fera Liptáka zrealizowany”, w którym możemy przeczytać: Pomysł symbolicznego cmentarza, który przed piętnastu laty sformułował nasz najwybitniejszy propagator turystyki w Tatrach i nieustraszony turystyczny pracownik Fero Lipták, stał się ciałem w najuroczystszym geście. Symboliczny cmentarz został w okazały sposób otworzony, by mógł służyć swojemu przeznaczeniu – miejsca pielgrzymek do Tatr Wysokich.

Fero Lipták był bardzo zasłużonym działaczem turystycznym, współzałożycielem JAMES-u, taternikiem oraz autorem licznych artykułów w „Krásach Slovenska”. Nie miał jednak nic wspólnego ze sformułowaniem pomysłu miejsca pamięci ani z jego realizacją.

Redakcja „Krásów Slovenska” musiała wiedzieć, kto jest autorem pomysłu utworzenia cmentarza, szczególnie biorąc pod uwagę, iż Alojz Lutonský pracował w tym czasopiśmie przez długie lata. Dodatkowo Štáfl i Lutonský byli w sierpniu 1938 roku mianowani przez KČST w Nowym Smokowcu na dożywotnich członków kuratorium cmentarza, co zostało potwierdzane na piśmie. Jeszcze na rok przed uroczystością KSTL, już po zmianie nazwy, zapraszało ich obu na zebrania kuratorium.

Štáfl, jako Czech, nie mógł jednak przecież być pomysłodawcą idei, którą swoją powagą uświęcił sam prezydent Tiso podczas oficjalnej uroczystości. Koniecznością było usunięcie go z historii miejsca.

Klub Slovenských Turistov i słowackie czasopisma turystyczne zaczęły sukcesywnie zacierać wkład Otakara Štáfla w powstanie cmentarza. Alojz Lutonský, jako bliski współpracownik Štáfla, też był stopniowo odsuwany przez KST od jakichkolwiek działań związanych z cmentarzem.

W 1942 zarząd klubu odmówił Lutonskiemu wypożyczenia płytek z negatywami rysunków Otakara Štáfla, nakazując jednocześnie zaprzestanie prac nad książką i twierdząc, że prawo do wydania jakiejkolwiek publikacji o Cmentarzu Symbolicznym przysługuje wyłącznie Klubowi.

Autor dzieła był już niemal na dobre wymazany ze świadomości tatrzańskich turystów.

Wśród tysięcy uczestników obchodów otwarcia i poświęcenia cmentarza nie znaleźli się ani Štáflowie, ani Alojz Lutonský. Nie licząc owej wielkiej uroczystości, na skutek wojny, ruch turystyczny w Tatrach bardzo zmalał. Gdy zabrakło w kuratorium cmentarza jego pomysłodawców, wykonawców oraz osób najbardziej związanych z nim emocjonalnie, miejsce zaczęło szybko podupadać.

Przepowiednia spełniona

O ile w latach trzydziestych oraz w czasie wojny umniej­szano lub milczano o zasługach Štáfla ze względów przede wszystkim narodowościowych, o tyle po 1945 roku jego twór­czość nie była ceniona z powodu ogromnego zakorzenienia w tradycyjnej estetyce, a sama osoba, jako wyznająca „niepo­stępowe” wartości, nie była wspominana i właściwie w świa­domości Słowaków nie istniała.

Najgorszym czasem dla dzieła Štáfla był okres normali­zacji, a więc czasy bezpośrednio po Praskiej Wiośnie, inter­wencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji i kul­turowej zapaści kraju pod rządami Gustáva Husáka. W roku 1973, a więc w dziesięć lat po wpisaniu cmentarza na listę pomników historii, Komitet Powiatowy Partii Komunistycz­nej w Popradzie na specjalnym zebraniu uznał oficjalnie ideologiczną szkodliwość cmentarza. Tym razem dla odmiany ze względu na znajdują­ce się na nim symbole „klerofaszystowskie” o wydźwięku nacjonalistycznym.

Rękopisy jednak – jak wiadomo – nie płoną. Należne miejsce w historii przywrócone zostało Otakarowi po sześćdziesięciu latach od śmierci. gdy w Podtatrzańskim Muzeum i Tatrzańskiej Galerii w Popradzie oraz willi Flóra w Starym Smokowcu prezentowana była wystawa jego dzieł zatytuło­wana Powrót zapomnianego syna. Wypuszczono okolicz­nościowe znaczki, a sam malarz przedstawiony został jako wcielenie czesko-słowackiej przyjaźni.

Štáflowie na cmentarzu symbolicznym mają od 1947 roku wspólną tablicę. Zginęli równocześnie 14 lutego 1945 w swojej pracowni na ostatnim piętrze kamienicy na rogu ulic Mánesovej i Italskej w praskiej dzielnicy Vinohrady podczas bombardowania miasta przez siły aliantów. Vlastę Štáflową znaleziono w ruinach domu, bezpośrednią przyczyną śmierci był upadek z dużej wysokości, zgodnie ze słowami wspomnianej wcześniej przepowiedni.

Hubert Jarzębowski

Zobacz również:

Stefan Zamkowski: wygnaniec z wysokiego zamku

Posted in Teksty.