Wycieczki narodowe na Krywań

Dzieje pomników i tablic ukazują, że nie tylko Słowacy chcieli przekabacić Krywań na swoją stronę. O nadanie konkretnego znaczenia przestrzeni na wierzchołku toczyła się swego rodzaju walka. W swej historii szczyt bywał narodową górą trzech, a nie jednego narodu. Zdarzało się mu funkcjonować jako monument zwycięstwa socjalizmu,  przyjaźni między bratnimi narodami, a wcześniej — pomnik chwały całej słowiańszczyzny. Każdym z tych pomników miał być po wieczność, żadnym się jednak nie stał i najprawdopodobniej, żadnym po wieczność nie będzie.

Krywań, czyli Naród

4 VIII 1840 — Hrabia von Hohenstein

Wyprawa na Krywań króla saskiego Fryderyka Augusta II z sierpnia 1840 roku przypominała nieco historię z baśni.  Monarcha był zapalonym turystą i miłośnikiem. Z opisów jawi się jako bardzo sympatyczny mężczyzna, szalenie znudzony dworską etykietą i wianuszkiem pochlebców. Na Górne Węgry przybył na pod pseudonimem hrabia von Hohenstein, żeby wędrować w spokoju bez natrętnych jak muchy miejscowych notabli, którzy gdziekolwiek by nie pojechał, psuli mu kontemplację  piękna gór różnymi kiczowatymi przedstawieniami, które w ich ciasnych wyobraźniach miały robić na nim wrażenie oraz zapewnić protekcję i profity. Właśnie od takich ludzi chciał odpocząć w Tatrach, po których wiele sobie obiecywał, gdyż dotarła do niego wieść o ich pięknie i potędze.

Wiedział, co się działo kiedy arcyksiążę Józef, palatyn Węgier miał przyjechać tutaj w 1806 roku na lustrację północnej granicy królestwa. My również wiemy z anonimowego artykułu, opublikowanego w 1817 roku przez bratysławski dziennik „Pressburger Zeitung”. Gdy tylko dotarła na Liptów informacja, że „Tatry raczy odwiedzić wielka figura”, prefekt dóbr hradockich, Franz Wiesner kazał dokonać licznych inwestycji w infrastrukturę turystyczną Krywania, odwiedzanego przecież dotąd wyłącznie przez myśliwych, górników i różnych Townsonów, Hacquetów, Stasziców i Wahlenbergów, czyli turystów o dużo mniejszej powadze niż wnuk Marii Teresy.

Drogę wiodącą w stronę wierzchołka poszerzono, by możliwe było przebycie jej konno, ostatnią część eksponowanej, skalistej grani ułatwiono podkuciem stopni. W miejscu idealnym dla przedpołudniowego popasu, na Podkrywańskiej Polanie zbudowano szałasy, a na grani ustawiono moździerz, którego huk miał płoszyć kozice, by palatyn mógł je podziwiać. Słowem: uczyniono wszystko, by szacowny gość docenił gościnność prefekta dóbr hradockich.

Niestety habsburska administracja zmieniła plany. Zapewne ze świadomości, że gdyby arcysiążę pojechał dokładnie tam, gdzie zapowiadał nie miałby najmniejszej szansy dowiedzieć się jak naprawdę wygląda życie w jego włościach. Wizytacja objęła ostatecznie górnicze ośrodki na Spiszu, Jaworzynę Spiską i Czerwony Klasztor, a zamiast Krywania, arcyksiążę zwiedził Morskie Oko.

Incognito Fryderyka Augusta rozszyfrowano niestety już na samym początku wyprawy — w Turczańskim Świętym Martinie. Gdy tylko wieść o wyprawie „hrabiego von Hohensteina” dotarła do uszu właściciela dóbr hradockich, ten znów nakazał poszerzyć drogę na wierzchołek. Przecież tak szacowny gość nie ma chyba zamiaru tarabanić się na ten Krywań o własnych nogach?

Fryderyka Augusta niemal cały czas nękał tłum gapiów, muzyka oraz oficjalne delegacje wojskowe, co koronowanej głowie, według opisu towarzyszącego mu botanika Zipsera nie sprawiało najmniejszej przyjemności.

Na szczycie Krywania stanął 4 sierpnia. Po rozstąpieniu się chmur wyciągnął szkicownik, by narysować cudowny krajobraz, po chwili jednak porzucił ten pomysł, gdyż zrozumiał, że widok, którego nigdy nie zapomni. Wzniósł toast na pomyślność Węgier i miłującego wolność węgierskiego narodu. Pod naciskami brzęczącego mu nad uchem inspektora Georga Münstera zgodził się na wzniesienie pomnika upamiętniającego tę wycieczkę. Byle tylko uroczysta ceremonia otwarcia miała miejsce, kiedy będzie daleko stąd.

 

16 VIII 1841 — Dwa czarne orły

16 sierpnia 1841 roku na wierzchołku Krywania staje grupa dwudziestokilkuletnich Słowaków. Wzięli w niej udział, między innymi, Ľudovít Štúr oraz Michal Miloslav Hodža, późniejsi kodyfikatorzy słowackiego języka literackiego i najważniejsze postacie słowackiego odrodzenia narodowego i całej słowackiej kultury. Posiadacze „swoich” ulic w każdym słowackim mieście. Prawdziwe posągi.

Wyprawę poprowadził niemal dwukrotnie od nich starszy zapalony turysta Gašpar Fejérpataky-Belopotocký. Pochodzący z Liptowskiego Świętego Mikułasza działacz kulturalny — księgarz, wydawca popularnych kalendarzy, kierownik amatorskiego teatru, założyciel pierwszej biblioteki publicznej na Liptowie i gorący słowacki patriota — cieszył się wśród chłopców wielkim autorytetem w sprawach górskich i narodowych. Nie dość, że mieszkał u stóp góry i zdobył już jej wierzchołek, to wyprawę opisał po słowacku w czasopiśmie „Hronka” z 1837 w artykule Droga na Krywań Liptowski.

Krywań stanowił najambitniejszy dotychczas cel „szturowców”. Ich pierwszą większą manifestacją patriotyczną była wycieczka na położony nieopodal Bratysławy, u zbiegu Dunaju i Morawy ruiny zamku Devín. Na owym „narodowym miejscu pamięci”, nazywanym tak przez młodych romantyków ze względu na związki z Państwem Wielkomorawskim. Wielkie Morawy uważali bowiem za pierwsze państwo Słowackie, a jego mieszkańców za średniowiecznych Słowaków, którzy nauczyli dzikich, żyjących w siodle Madziarów uprawy roli i kultury, a ci odpłacili im się pięknym za nadobne podbijając ich kraj na niemal tysiąc lat.

Wycieczka na zamek Devín była najbardziej znaczącą dotychczas manifestacją patriotyczną młodych Słowaków. Stanowiła również swoisty pokaz siły i charyzmy Ľudovíta Štúra. Podczas specjalnej ceremonii wśród ruin zamku każdy chłopiec przybrał nowe, „słowiańskie” imię. Štúr wybrał dla siebie miano Velislav. Veli-Slav, czyli Wiodący Sławę, czyli Ten, który przewodzi Słowiańszczyźnie. Od tamtego czasu całe towarzystwo traktowało go jako niekwestionowanego przywódcę i lidera.

Na wysokości 2495 metrów nad poziomem morza Velislav ich jednak dotąd nie wyprowadził.

Na wierzchołku Krywania chłopcy śpiewali ludowe piosenki i wypili toast za zdrowie i przyszłość młodego narodu. Ze względu na obecność Ľudovíta Štúra wycieczka z 1841 roku przeszła do legendy, jak zresztą wiele innych wydarzeń z jego życia.

Jeszcze niemal pięćdziesiąt lat później Samo Bohdan Hroboň, jeden z uczestników wyprawy, poeta-samotnik mieszkający w drewnianej chatce w Dolinie Suchej Sielnickiej (na zachodnim krańcu Tatr, już poza skrajem większości map) wspominał w artykule Przechadzki po Słowacji:

Gdy w 1841 Hodža i Štúr zjawili się pod Krywaniem – dwa czarne orły zaczęły krążyć nad nimi, tak jakby witały dwie orle dusze Słowiańszczyzny.

Dwa lata później Štúr, wraz z towarzyszami z Krywania skodyfikował literacki język słowacki i opublikował pierwsze teksty według stworzonych przez siebie prawideł w almanachu „Nitra”. Tak właśnie narodził się język słowacki, a wraz z nim de facto Słowacy jako naród. Tak właśnie narodził się kult Štúra i kult Krywania jako Góry Narodowej.

Warto dodać, że Štúr sam również opisał wycieczkę na Krywań w swoich listach. Ani słowem nie wspomina tam jednak ani o orłach, ani o symbolicznym znaczeniu najwyższej góry Liptowa. Za najbardziej godne podkreślenia uważa, że odwagę nad przerażającymi, głębokimi na kilkaset sążni przepaściami miały również kobiety.

4 VIII 1841 — Boże pobłogosław Sasów

 

Cofnijmy się jednak o dwanaście dni, by lepiej zrozumieć jak wyglądał wierzchołek Krywania, gdy Szturowcy śpiewali na nim patriotyczne pieśni przy obecności dwóch czarnych orłów.

Georg Münster jak obiecał królowi Fryderykowi Augustowi, tak uczynił. Na  wierzchołku Krywania wzniósł pomnik upamiętniający wizytę monarchy. Pomnik odsłonięto dokładnie w rocznicę wydarzenia, 4 sierpnia 1841 roku.

W uroczystości uczestniczyło osiemdziesiąt osób. By umilić towarzystwu drogę na wierzchołek przy szlaku wybudowano wygodne drewniane chaty, Krywańskie Koleby. Na szczycie wygłoszono przemówienia w języku węgierskim. Następnie nie jeden, ani nie dwa, ale dokładnie sto jeden razy wystrzelono z moździerza. No cóż, patriotyczny charakter imprezy oraz zapewnienia inspektora o osobistym zaangażowaniu w całą sprawę króla Fryderyka, zapewne poskutkowały przyznaniem uroczystości całkiem solidnego dofinansowania.

Monument mierzył dwa i pół metra wysokości, wykonany był z kamienia, a na jego wierzchołku umocowana została pozłacana królewska korona saska. Z każdej strony monumentu umieszczono po jednej tablicy.

Po stronie północnej był to herb Saksonii oraz napis Gott segne Sachsen — Boże, pobłogosław Sasów. Łaciński napis po stronie wschodniej głosił, że z wierzchołka Krywania król Fryderyk August II spoglądał na swych poddanych Sasów, a więc — Niemców Spiskich i że to właśnie dzięki jego wizycie na Krywań spływa splendor i wieczna sława, której materialnym świadectwem jest ten pomnik. Napisy na pozostałych dwóch tablicach były w języku węgierskim i głosiły chwałę Węgier.

Słowacka manifestacja patriotyczna z 1841 roku miała więc miejsce na wierzchołku góry, którą dwanaście dni wcześniej władze węgierskie przeistoczyły w pomnik swojej własnej chwały.

W 1840 roku, Niemcy stanowili niecałe siedem procent mieszkańców terenów obecnej Słowacji. Największe ich skupisku było na Spiszu. Na Liptowie, a więc bezpośrednio pod Krywaniem — było ich naprawdę niewielu. Wspomnienie o nich musiało być odebrane przez młodych Słowaków jako dodatkowy policzek.

Czy inspektor Münster specjalnie wybrał na miejsce dla pomnika tak ważną dla tożsamości narodowej Słowaków górę, tak mocno obecną w ich folklorze? Zapewne nie. Wydaje się, że dużo istotniejsze było zwyczajne pochlebstwo, bez wyrafinowanych podtekstów. Czy chłopcy wiedzieli z jakiej okazji zostały wybudowane chaty, które mijali po drodze? Czy zdawali sobie sprawę co czeka ich na wierzchołku? Co czuł Gašpar Fejerpataky, gdy przeczytał napisy na szczycie swojej ulubionej góry? Czy toasty za przyszłość młodego narodu brzmiały pewnie i szczerze? Czy jednak chłopcy trochę zwątpili?

 

3 IX 1861 — W krainie wolności

30 sierpnia 1844 roku, dwa dni po pierwszym zebraniu towarzystwa kulturalnego Tatrín w Liptowskim Mikułaszu pod Krywań dotarła delegacja najważniejszych budzicieli narodowych. Przy Szczyrbskim Jeziorze Jozef Miloslav Hurban, Ján Francisci-Rimavský, Jonáš Guoth oraz najlepszy ówczesny słowacki poeta, Janko Kráľ postanowili zdobyć wierzchołek, bracia Ľudovít i Samuel Štúrowie oraz sędziwy Gašpar Fejérpataky postanowili poczekać przy stawie. Był to druga i ostatni raz, gdy Štúr przyjechał w Tatry. Już wtedy nie miał zamiaru wspinać się ponad przerażającymi przepaściami. Uwierała go obecność złowrogiego pomnika na wierzchołku? A może po prostu w wycieczce nie uczestniczyły kobiety? Štúr, człowiek przystojny i obdarzony ogromnym urokiem osobistym dodajmy, zainteresowany był płcią przeciwną wyłącznie, jeśli podejrzewał, że dana pani ma predyspozycje do zostania gorącą patriotką, wspierającą ruch odrodzenia narodowego. Do dziś kwestia ta pozostaje przedmiotem wielu spekulacji.

W swojej autobiografii wycieczkę wspomina Francisci-Rimavský, nic jednak nie pisze o jej znaczeniu dla życia narodowego Słowaków. Ogranicza się do wyliczenia uczestników, opisu drogi oraz wspomnienia, że przewodnikiem był niejaki Janko ze wsi Východná, który zabrał ze sobą kromkę chleba, jeden oscypek i całą butelkę wódki!

Miano drugiej wycieczki narodowej na Krywań nosi wyprawa z 3 września 1861 roku dla uczczenia ogłoszenia w Turczańskim Św. Marcinie bardzo ważnego dokumentu Memorandum Narodu Słowackiego, w którym Słowacy domagali się uznania za osobny naród, przyznania autonomii w ramach Królestwa Węgierskiego oraz możliwości używania języka słowackiego w szkołach, urzędach i instytucjach kulturalnych. Dwudziestoletnia przerwa między pierwszą a drugą wycieczką narodową spowodowana była represjami ministra Aleksandra von Bacha po powstaniu słowackim z 1848 roku.

Wycieczkę zorganizował autor i redaktor Memorandum Štefana Marko Daxnera. W wyprawie uczestniczyli niemal sami pisarze — poeci, prozaicy oraz sześć późniejszych członkiń żeńskiego towarzystwa patriotycznego Živena, a zaangażowanie Daxnera zostało upamiętnione nadaniem przełęczy pomiędzy Krywaniem a Małym Krywaniem nazwy Daxnerovo sedlo (po polsku jest to Krywańska Przełączka).

1861 rok przyniósł również kres monumentowi na wierzchołku. Według Juliusza Zborowskiego sygnał do rozpoczęcia dewastacji pomnika władzy Habsburgów i potęgi Węgier dał w 1856 roku… piorun. Dzieła zniszczenia dokończyli ludzie. Zniszczono saską koronę, a na postumencie pojawił się słowacki napis o uroczej treści: „Sława Słowianom, piekło zdrajcom”. W 1860 roku pomnik był już w ruinie. Jego pozostałości najprawdopodobniej strącili w przepaść uczestnicy wyprawy Daxnera, a przynajmniej tak twierdzi większość źródeł.

Inną wersję wydarzeń jako jedyny podaje Maksymilian Nowicki. Według niego pomnik zniszczony został przez Węgrów jako protest przeciwko wydaniu Austrii przez rząd saski jednego z węgierskich działaczy narodowościowych, który ukrywał się w Saksonii. Wściekłość była silniejsza od dumy. Nie wiemy jednak kto był jego informatorem.

W interpretacji Ivana Houdka, jednego z najważniejszych słowackich tatrologów „narodowe pielgrzymki” miały doniosłe znaczenie. Wierzchołek Krywania był dla ich uczestników miejscem absolutnej wolności, w przeciwieństwie do jego podnóży, które stanowiły przestrzeń zniewolenia narodowego, ale również ucisku feudalnego Słowaków przez właścicieli ziemskich i kapitalistów. W wydanej w 1951 roku książce Osudy Vysokých Tatier napisał:

Uczestnicy tych wycieczek, zarówno kobiety jak i mężczyźni, młodzi i starzy, z równym zapałem, z młodzieńczą werwą przezwyciężali mozół i ciężar drogi by dosięgnąć pokryty patyną wieków wierzchołek. Tam w górze, daleko od zgiełku dnia powszedniego, podczas intymnego kontaktu z bogatą, pełną hymnicznej wzniosłości, tatrzańską przyrodą, kojącą swym dzikim pięknem, rytmicznością czarodziejskiego szeptu gór, ścigani nienawistnymi wyrokami – wznosili się do wyższego świata i odurzeni jego ogromem, oczarowani niezwykłością panoramy, napełnieni esencją radości, wypełnieni poczuciem wolności i nieskończoności, natchnieni rozkoszą, niewypowiedzianym zachwytem, które pozwalały osiągnąć im harmonię duszy, rozpłomienieni, prowadzeni świętym ogniem miłości ojczyzny, w odświętnym nastroju oddawali hołd Krywaniowi i Tatrom i tam, gdzie nie było ani żandarmów, ani szpiegów, ani oszustów ani zdrajców – podawali się wolni i nieskrępowani władzy swych uczuć i słów

 

18 IX 1955 — Walka zakończyła się sukcesem

W dwudziestym wieku, narodowe wycieczki były już dużo częstsze. Nie wszystkie jednak miały za swój cel Tatry, a w Tatrach nie wszystkie miały za swój cel Krywań. Chodzono również na Rysy, Kończystą, Gerlach w Tatry Zachodnie i na zamek Likava. Największą z nich poprowadził w 1910 roku autor pierwszego słowackojęzycznego przewodnika po Tatrach — Miloš Janoška. Była to największą tego typu manifestacja przed umasowieniem i zmianą charakteru tego wydarzenia w latach pięćdziesiątych.

Corocznie, zbiorowe wejście na Krywań odbywa się od 18 września 1955 roku. W wycieczce, która była częścią obchodu święta Dni Tatr po raz pierwszy uczestniczyła delegacja polska (uczestniczyli również Bułgarzy, Rumuni, Niemcy oraz Francuzi). Nawiązywała do pierwszych narodowych pielgrzymek. Symbolika wycieczki została jednak zaktualizowana zgodnie z obowiązującą wówczas doktryną. Jozef Nálepka, przewodniczący Rady Narodowej powiatu Vysoké Tatry, w przemówieniu wygłoszonym na szczycie grzmiał:

„Rozpoczęta przez szturowców walka zakończyła się sukcesem… Dziś Słowacja rozkwita w ludowo-demokratycznej Republice Czechosłowackiej. Tak jak drużyna szturowska czerpała na Krywaniu pomoc do swego szlachetnego boju o wolność ludu, tak i my zwróćmy się do tych bogatych tradycji o wsparcie w walce o budowę jeszcze lepszego i radośniejszego jutra dla naszego pracującego ludu”.

W tym samym duchu interpretowano genezę wypraw szturowców: „Chodzili tam po to, aby w czasach największego ucisku i niewoli narodowej uświadomić sobie siłę ducha i moc swego zbiedzonego ludu, i aby za pośrednictwem Krywania wpoić w podtatrzański lud niezachwianą wiarę w lepszą przyszłość”.

Przewidywana przez Štúra lepsza przyszłość, stała się faktem wraz z utworzeniem demokratyczno-ludowej Republiki Czechosłowackiej. Wraz z nastaniem komunizmu Štúr zwyciężył: „w obecną niedzielę wrześniową, myśmy szli na Krywań śladami budzicieli narodu słowackiego już z innym celem. Szliśmy tam, aby w cichym zadumaniu i spojrzeniu na szczyty tatrzańskie uświadomić sobie wielkość naszych dni i kto to byli ci, którzy się przyczynili do tej wielkości”.

Ideologia szturowców została pożarta przez partię, a przeszłość została napisana na nowo. Wiodący Słowiańszczyznę oraz jego drużyna zwiastowali nastanie socjalizmu, a Czechosłowacja roku 1955 to właśnie szczyt, do którego dążyli uczestnicy słowackich wycieczek narodowych.

Wyprawy na Krywań stały się zatem gestem pamięci wobec pionierów walki socjalizm na ziemiach słowackich oraz manifestacją szczęśliwości oraz manifestacją optymizmu, związanego z ich zwycięstwem. Nigdy nie miały mieć charakteru wyłącznie narodowego, ale właśnie — międzynarodowy przy udziale bratnich narodów.

Witold Henryk Paryski relacjonując uroczystości taktownie napisał, że ich wydźwięk to „poznanie i zrozumienie roli, jaką odegrały i odgrywają te jedyne w swoim rodzaju góry dwóch sąsiednich państw w ich życiu narodowym, społecznym, kulturalnym”.

19 VIII 2017 — Było i będzie

Od 1968 roku na nowo w nazwie uroczystości występuje słowo „narodowy”. W ostatnich latach uczestnikami tych wycieczek byli między innymi Alexander Dubček, a w 1999 — urzędujący wówczas prezydent, Rudolf Schuster. Dubček pierwszy raz zadeklarował chęć uczestniczenia już w pierwszej „narodowej” wycieczce po powrocie do starej nazwy. Niestety przeszkodziły mu interwencja wojsk Układu Warszawskiego oraz internowanie. Wejść na Krywań udało mu się dopiero w 1990 roku, jako spóźniony (o dwa tygodnie) uczestnik wycieczki narodowej.

Na górę wspięli się w towarzystwie ochroniarza pod przewodnictwem Petra Ferki, przewodniczącego Klubu Słowackich Turystów. Wycieczka mało co a nie zakończyłaby się przedwcześnie, gdyż odpowiedzialny za przygotowania do zdobycia wierzchołka ochroniarz nigdy wcześniej nie był w górach i nie zabrał na wycieczkę ani jedzenia, ani picia, ani ciepłych ubrań. Ferko w pewnym momencie zarządził odwrót, jednak Dubček przekonał go, że skoro już wyszli tak wysoko, to na pewno im się jakoś uda dotrzeć na szczyt. Udało się.

Narodowe wycieczki są tradycja żywą w tej chwili. Organizowane są co roku w połowie sierpnia, w weekend najbardziej zbliżony do 16 sierpnia. Co więcej są to imprezy tak popularne, że ze względu na ochronę przyrody od 1990 roku uczestniczyć w nich może jedynie określona ilość osób, zwykle pięćset dziennie. Na początku lat dziewięćdziesiątych, w momencie największego przypływu entuzjazmu dla ideologii narodowej, trzeba było wręcz chronić Krywania przed rodakami i w ramach akcji „Krywań Słowakom — Słowacy Krywaniowi” organizowano narodowe wycieczki na mniej znane szczyty, Bystrą, Raczkową Czubę czy Baraniec.

Od roku 1995 corocznie odbywa sie również międzynarodowa wojskowa wycieczka na Krywań.

W wygłoszonej przez Narodowy Bank Słowacji publicznej ankiecie dotyczącej projektów wzorów rewersów słowackich monet euro i eurocentów nasza góra zyskała 24 859 głosów i drugie miejsce, przegrywając tylko z godłem Słowacji, a wyprzedając zamki Bratysławski, Spiski i Devín oraz świętych Cyryla i Metodego.

Od 2009 roku Krywań stał się każdemu Słowakowi jeszcze bliższy, a to dlatego, że wyobrażenie góry autorstwa numizmatyka Drahomíra Zobka z Kremnicy trafiło na monety jedno- dwu- i pięcio- eurocentowe. Dokładnie tak jak w znanym romantycznym wierszu „Było i będzie” Sama Halupki: Stoi jeszcze stoi Krywań nad Tatrami — będzie Słowak, czym był między narodami.

Każdy kto wejdzie na wierzchołek podczas następnej wycieczki narodowej — 19 sierpnia 2017 roku, jakiegokolwiek innego dnia lub wzorem króla Fryderyka Augusta po cichu, samotnie i poza sezonem nie będzie miał wątpliwości, że stoi na wierzchołku Słowackiej Góry Narodowej.

W chwili obecnej obszerny wierzchołek Krywania jest bez wątpienia słowacki. Dumnie wznosi się na nim drewniany podwójny krzyż bizantyjski, symbol narodowy Słowacji. znajdujący się w herbie Górnych Węgrzech już od XIV wieku. Towarzyszy mu wystawiona w 1996 roku przez Macierz Słowacką tablica upamiętniająca wejście z 16 sierpnia 1841, gdy „słowackie budziciel narodowy”, Ľudovíta Štúra zdobył na „staroslávny” (a więc: od dawna sławny, pamiętny) wierzchołek oraz tablica z czterowierszem Mikuláša Dohnánego, poety z obozu szturowskiego i historyka powstania słowackiego z 1848.

Hubert Jarzębowski

Zobacz też:

Otakar i Vlasta Štáflowie: rękopisy nie płoną

Posted in Teksty.